Jak mówić do dziecka? Normalnie

dyskusja 92 komentarze

Przypomnij sobie, jak to było, kiedy uczyłaś się języka obcego. Najpierw zaczęłaś go rozumieć, a dopiero po pewnym czasie odważyłaś się mówić. Dokładnie tak samo przebiega proces nauki mówienia u dzieci – zanim zaczną się z nami komunikować, doskonale rozumieją, co do nich mówimy. Nie ma zatem żadnego powodu, aby używać zdrobnień, czy przeinaczać wyrazy. Taka „dziecięca” mowa w ustach dorosłego brzmi nienaturalnie i może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Dziecięcy język nie istnieje

Nauka mówienia u dzieciNie istnieje w przyrodzie coś, co moglibyśmy określić, jako uniwersalny dziecięcy język. Każdy maluch określa przedmioty i czynności po swojemu, często po prostu ułatwiając sobie wymowę trudniejszych głosek. I ma prawo to robić. W dalszym ciągu nie oznacza to jednak, że nie rozumie poprawnych słów, wypowiadanych przez dorosłych. Nie ma żadnych badań, które uzasadniałyby sens stosowania innego słownictwa w rozmowie z dzieckiem niż pomiędzy dorosłymi. Im więcej słów Twój maluch usłyszy, tym bogatszy będzie jego język. Jeśli dziecko przyzwyczai się do używania nietypowych, zniekształconych wyrazów, znanych tylko w kręgu rodzinnym, może czuć się niezrozumiane, kiedy okaże się, że panie w przedszkolu nie są w stanie właściwie odpowiedzieć na jego potrzeby. Słuchając rodziców dziecko intuicyjnie opanowuje także gramatykę, co jest o tyle istotne, że ten naturalny proces zachodzi tylko w dzieciństwie.

Mów „po dorosłemu”, ale nie przesadzaj

Wyobraź sobie sytuację, z jaką zetknęłam się kilka miesięcy temu. W niewielkiej parkowej kawiarni mama rozmawiała z czteroletnią Nauka mówienia u dziecina oko dziewczynką. Chociaż rozmawiała nie jest tu najlepszym określeniem. Ona do córki przemawiała: „Miałaś okazję wypowiedzieć swoje zdanie, ale nie chciałaś wziąć udziału w dyskusji, nie miałaś żadnych przekonujących argumentów.” Przyznaję, kiedy to usłyszałam, prawie spadłam z krzesła. Moja mina mówiła wszystko, podobnie, jak wyraz twarzy tej dziewczynki. Wiadomo, nie o taki język tu chodzi. To, co przekazujemy dziecku, nie powinno brzmieć jak wypowiedź gadających głów z programów publicystycznych.

Chcesz pomoc dziecku w nauce mówienia?

Możesz naprawdę wiele zrobić, by pomóc maluchowi w tym procesie. Najważniejsze, by dużo z nim rozmawiać. Opowiadaj o wszystkim, o tym co robisz, gdzie razem pójdziecie, nawet o tym co czujesz, co Cię ostatnio zainteresowało. Stopniowo Twoje monologi zaczną przekształcać się w rozmowę – czekaj na reakcję swojej pociechy, na jej pierwsze słowa w odpowiedzi na to, co usłyszała.
Z moją dwulatką można już prowadzić całkiem logiczne dialogi:
Ja: Co to jest?
Bebe: Krem.
Ja: A czyj jest ten krem?
Bebe: Bebe!
Ja: A do czego jest ten krem?
Bebe: Buzi.

Nauka mówienia u dzieciMówienie do dziecka ma ogromne znaczenie dla jego rozwoju, a rozmowa jest jednym z najważniejszych aspektów budowania więzi w rodzinie. Maluch zaczyna słyszeć już w szóstym miesiącu ciąży i bardzo szybko uczy się odróżniać mowę od innych dźwięków. Brzmienie głosu mamy uspokaja go, wycisza, a efekt ten utrzymuje się również po porodzie. Często zdarza się, że zwracając się do dziecka, mamy zmieniają intonację swojej wypowiedzi, przesadnie artykułują słowa, czy nawet stosują prostsze struktury gramatyczne. Nie jest to jednak powodem do obaw i nie powoduje takich szkód dla rozwoju mowy malucha jak zmiękczanie i zniekształcanie wyrazów. Wręcz przeciwnie – mamy czują intuicyjnie, że tak właśnie powinny robić. I rzeczywiście, jest to właściwy sposób, który zyskał wprowadzone przez Anne Fernald określenie motherese – język matczyny (nazywany również językiem nianiek), IDS (infant directed speech) lub CDS (child-directed speech).

Jeśli zmiękczasz to przestań

Nadmierne zmiękczanie słów, wypowiadanie zmiękczonych spółgłosek zamiast szeleszczących (np. malusiek zamiast maluszek) Nauka mówienia u dzieciwcale nie ułatwia dziecku zrozumienia wypowiedzi. To, że maluch nie potrafi jeszcze wypowiedzieć jakiś głosek (np. r, które pojawia się stosunkowo późno, u niektórych dzieci dopiero ok. 5. roku życia) nie jest jednoznaczne z tym, że ich nie rozumie. Jeśli nie mówisz do swojej pociechy w ten sposób, zwróć uwagę, czy nie robi tego babcia, jeśli maluch często z nią przebywa. Zniekształcanie słów może mieć bardzo poważne konsekwencje dla dziecka. Jeśli nie będzie słyszeć w swoim otoczeniu głosek szeleszczących, nie nauczy się ich prawidłowo rozróżniać i wymawiać, a to z kolei może utrudnić mu naukę poprawnego czytania i pisania.

A skoro o czytaniu mowa

Czytaj dziecku jak najwięcej. Możesz zacząć czytać już kilkumiesięcznemu niemowlakowi. Nawet jeśli miałyby to być Twoje własne lektury. Nie przejmuj się tym, że szkrab radośnie się wtedy bawi i zdaje zupełnie się Twoim czytaniem nie interesować. Maluch przyzwyczajony do tego, że mama i tata mu czytają, będzie się tego domagał, kiedy nieco podrośnie. To nie tylko wspaniała forma wspólnego spędzania czasu. Dzięki temu, że mu czytasz, dziecko poznaje bogate, różnorodne słownictwo, z którym być może nie zetknąłby się podczas codziennych domowych rozmów.

To co dziś przeczytasz maluchowi? U nas na tapecie ”Śpiąca królewna”.

 

Spodobał Ci się ten post? Uważasz, że przyda się Twoim znajomym? Będzie mi bardzo miło, jeśli:
go udostępnisz,
zostawisz komentarz,
dołączysz do mojego fanpage’a, gdzie publikuję ciekawe treści, których nie znajdziesz na blogu,
dołączysz do mnie na Instagramie

 

Bebe Talent NEWSLETTER

Zapisz się i pobierz bezpłatnie e-book "CZY MASZ W DOMU MŁODEGO EINSTEINA czyli po czym poznać uzdolnione dziecko"

Twoje dane są u mnie bezpieczne.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Follow Monika:

Bebetalent.pl nie jest typowym blogiem parentingowym. Powstał z misji znalezienia odpowiedzi na pytanie, jak pomóc dziecku rozwinąć pełnię potencjału i odnaleźć pasję, która poprowadzi je przez życie.

  • Oj…ja na własnej skórze przekonałem się, że dziecku trzeba mówić prawdę, zawsze prawdę i tylko prawdę! 😉 Choćby była to najbardziej krępująca prawda! Tylko wtedy unika się pułapki zastawionej na samego siebie! 🙂

  • Grażyna Zaborska-Szmajda

    Od początku czytam mojej córeczce. Teraz ma prawie rok i kocha książeczki – oczywiście takie, które są adekwatne do jej wieku. Oglądamy i czytamy je wspólnie, często sama też je przegląda. Poza tym dużo jej śpiewam i cały czas z nią rozmawiam albo opowiadam, co robię. Bardzo ważne jest to, aby nasza rozmowa z dzieckiem była faktycznie dialogiem, a nie tylko monologiem. Nawet jeśli dziecko jeszcze nie mówi, dajmy mu szansę na odpowiedź 🙂

    • Bebe Talent

      Dokładnie! Maluchy, nawet te, które jeszcze nie mówią, potrafią doskonale się komunikować. Na swój sposób. Od samego początku przyzwyczajam małą do książeczek. Nawet jeśli zdarzało się, że czasem je niszczyła. Wolę poświęcić parę książeczek po to, żeby ją do nich przyzwyczajać.

  • Bebe Talent

    Maleńka nie skupi się oczywiscie na treści bajki, ale tym nie ma co się przejmować i czytać, kiedy się bawi.

  • My do naszej córki zawsze mówiliśmy normalnie. Z reszta również cała rodzina. Teraz mamy wygadana 3,5 łatkę która potrafi tekstem zgasić niejednego dorosłego.

  • Ewelina

    Odkąd pamiętam to sama z mężem komunikowalam się z córką zupełnie normalnie. Nie zmiękczałam słów tylko mówiłam wyraźnie. Za to babcia do 2 roku życia zwracała się do niej w zupełnie innym języku. Wkurzam się, ale jakoś to minęło..

  • Marta Soko

    Bardzo ważny tekst, nie mam jeszcze swoich dzieci, ale już teraz uczę się o tym jak pracować z pociechami. Dzięki za dawkę ważnej wiedzy 🙂

    • Bebe Talent

      Zapraszam po więcej do kolorowego świata Bebe Talent 🙂

  • Czesto slysze jak ludzie mowia do dzieci w nienaturalny sposob, a pozniej dziwia sie, ze dziecko wypowiada sie w nieprawidlowy sposob kak troche podrosnie.

  • matka testerka

    Bardzo dużo czytam mojej córce, robię to praktycznie odkąd pojawiła się na świecie. Staram się nie zmiękczać i nie zdrabniać, ale czasem łapię się na tym, że używam jej określeń (np. minko zamiast misio).

  • Bebe Talent

    Miałaś super. Teraz mamy są bardziej świadome, ale babcie w obecności małych wnuków często jakoś automatycznie przełączają się na tryb mówienia „po dzidziusiowrmu”.

  • Nienawidzę „dzibdziana”, jak nazywam mówienie do dzieci w przesłodzony sposób. Znam masę osób, które zdrobniają już zdrobnione wyrazy. Niesamowite.

    • Bebe Talent

      Ja tego lata po raz pierwszy usłyszałam określenie dyduś. Pojęcia nie mam, skąd wzięło się takie określenie na smoczek.

  • Chyba bym zwariowała, gdybym miała zmiękczać, cudować, wymyślać specjalne słowa. Przy dwóch pannach jest tyle ‚do powiedzenia’, że nie ma czasu na wymyślne konstrukcje. Mówimy normalnie i jest normalnie 🙂

    • Bebe Talent

      I oto chodzi. Nie ma żadnego powodu, żeby mowić do dzieci w jakiś dziewny sposób.

  • Ann

    Jakoś tak od zawsze mówiłam do moich dzieci normalnie, nawet mi przez myśl nie przeszło, że mam robić inaczej. Prosty, poprawny język i tyle 🙂

    • Bebe Talent

      Super!! Tak właśnie powinno być.

  • Nienawidze zmiękczania słów przy mowieniu do dzieci i tego nie rozumiem. Na szczęście w nadzym otoczeniu nikt tak nie robi, nawet babcie i prababcie. Z czytaniem gorzej. Staram sie czytać małej w ciągu dnia ale rzadko mi to wychodzi. Musze popracowac by udawalo sie częściej. Ale córkama niecałe 5 miesięcy wiec nic straconego 😉

  • Bardzo rozsądnie napisane. Też uważam, że do dziecka najlepiej mówić normalnym prostym językiem. 🙂

    • Bebe Talent

      Tak. Dokładnie 🙂

  • Bardzo mądre slowa! Nie należy przesadzać w żadną stronę i zachować zdrowy rozsądek ☺

    • Bebe Talent

      Tak. Nie chodzi o to, by całkiem unikać zdrobnień, tylko należy stosować przy dziecku ich poprawne formy. Przecież powiedzenie do dziecka „chodź na obiadek” nie jest niczym złym.

  • Patrycja Dorsz Vel Drożdż

    To ważne, aby dziecko uczyło się poprawnej wymowy, nie tylko w aspekcie fonetycznym, ale również pod wzgllędem poprawności językowej i kulturalnej. To my dorośli zwykle uczymy dzieci mówić niezrozumiałymi sloganami.ciekawy artykuł

  • W ramach studiów miałam zajęcia z panią logopedą, która właśnie zwracała uwagę na to, żeby nie stosować w rozmowach z dziećmi zmiękczania i od początku starać się uczyć je normalnych słów. Piesek wcale nie jest gorszy od „pieśka” 😉

    • Bebe Talent

      Oczywiscie. I wlasnie – to doskonały przykład. Można mowić piesek, jak najbardziej. A nie tylko pies. Ale piesek, a nie piesiek. Dokładnie o to chodzi.

  • Bardzo przydatny post. Zgadzam się z Tobą. Pamiętam, że moja rodzina do mojej młodszej siostry mówiła, właśnie tak zdrobniale. Zamiast „r” zdrabniali do „j”. I efekt był taki, że moja siostra długo później nie wymawiała „r” w słowach. Owszem, wyćwiczyła to później, ale jakie miała ograniczenia gdy brała udział w konkursach recytatorskich.

    • Bebe Talent

      Ale może gdyby słyszała prawidłowe formy, to nie musiałaby ćwiczyć. Automatycznie nauczyłaby się prawidłowej wymowy tej głoski. Choć faktem jest, że wymowa r często przysparza dzieciom kłopotu.

  • Jak miło, że ktoś także jest zdania, aby ni zmiękczać 🙂 Jestem na to wybitnie uczulona 😉

    • Bebe Talent

      Zmiękczanie byłoby jeszcze do przeżycia. Pod warunkiem, że wyrazy byłyby poprawne.

  • Zdecydowanie tak. Szczególnie kiedy córka była niemowlakiem wiele osób krzywo na mnie patrzyło kiedy do niej mówiłam. A mówiłam z założeniem, że jest rozumną i niezależną (w sensie człowieczeństwa) osobą. Starałam się nie używać wyrafinowanych słów ale też nie zmiękczałam. Normalny język wcale nie jest oznaką braku miłości czy czułości. Wręcz przeciwnie jeśli ktoś stara się wychowywać świadomie.

  • Warto też jak najwcześniej zareagować nawet wizytą u logopedy na problemy z mową.

    • Bebe Talent

      Tak, do prawda. Choćby dla własnego spokoju, żeby usłyszeć, że wszystko jest w porzadku.

  • Iwona Gogulska

    fajny wpis. osobiście nie znoszę, jak ludzie zwracają się do dzieci zdrabniając wszystko, przerażające… Mało tego, później to wszystko przenoszą na swój język „codzienny” i to jest chyba jeszcze gorsze…

    • Bebe Talent

      To prawda. Choć w niektórych regionach Polski to podobno standardowe.

  • Angelika Ziętek

    Dokładnie, zgadzam się. Ja mówię do dziecka normalnie:)

  • Doskonałe rady 🙂 Całkowicie się zgadzam z tym co napisałaś 😉

  • Elwira Zbadyńska

    Bardzo cenny wpis! Sama mówię normalnie i razi mnie zmiękczanie i zdrabnianie tak często słyszane na placach zabaw 😉

  • Honorata Dyjasek

    Widząc małe dziecko, aż ma się ochotę do niego poszczebiotać, przez co zapominamy, że tak jak nas słyszy dziecko tak zaczyna nad rozumieć i powtarzać po nas. Wydluzamy dziecku drogę nauki. Zupełnie niepotrzebnie.

    • Bebe Talent

      No właśnie. Pewnie, że można do malucha powiedzieć nóżka. Ale nózia już niekoniecznie.

  • Kurczę, widzę jak ogromnym problemem jest zmiękczanie i zdrobnienia. Rozumiem, że to dziecko, ale jak ono ma się potem nauczyć normalnego języka skoro wszystko jest mu „podawane” w tak nienaturalnej formie. Co innego jak dziecko nie potrafi jeszcze zbytnio mówić i ma problem z wypowiadaniem niektórych liter. Jednak z pewnością od pewnego momentu bez problemu można mówić normalnym językiem i z pewnością nie wyjdzie to dziecku na złe.

    • Bebe Talent

      Najgorsze jest nie tyle samo zdrabnianie, co stosowanie niepoprawnych firm, wszystkie pściółki, maluśki, kolory róziowe.

  • Justyna Witkowska

    Zgadzam się, zwłaszcza ze zmiękczeniami i zdrobnieniami!

    Drażni mnie, kiedy słyszę prognozę pogody a tam słoneczko, chmurki, temperaturki… Uważam, że dziecko powinno słyszeć podstawową formę, a zdrobnień używam tylko dla podkreślenia jakiejś wyjątkowej sytuacji.

  • Prawda? Też tak uważam! <3

  • Od początku staramy się mówić do córki normalnie i dużo jej czytamy. Zaprocentowało to ogromnym słownikiem jak na 7-mio latkę 🙂
    Dzisiaj powracamy do czytania „Opowieści z Narni” 🙂

    • Bebe Talent

      Świetnie! Gratulacje. Może wreszcie zmienią się kiepskie statystyki czytelnictwa w naszym kraju.

  • Mówienie do dziecka jest bardzo ważne – to jest moje zdanie. A czytać Bąbelkowi zaczęłam jak był jeszcze w brzuszku 🙂 o czym pisałam u siebie. Teraz czytam nadal, i tak jak piszesz – dziecko bawi się zabawkami a ja czytam swoją książkę na głos. Podwójna korzyść – ja nadrabiam zaległości a Bąbek mnie słucha 🙂

  • sylwia t

    Ja też się zgadzam co do spostrzeżeń we wpisie ale i jestem zdania że mówienie do dziecka w jego pierwszych dwóch trzech latach życia, czy też czytanie na dobranoc bardzo dużo daje jeśli chodzi o późniejszy rozwój mowy dziecka. Moja mała mając nie całe półtorej roku miała już tak bardzo rozwiniętą umiejętność mowy, że wszyscy się dziwili. Świetny wpis.

  • Zgadzam się! Od początku mówiłam do moich dziewczyn normalnie, choć starałam się słowa dostosować do ich poziomu, ale jeśli nie miałam zamienników, to starałam się im to opisać. I bez zmiękczeń! To jest denerwujące, jak słyszę, że powtarza się też po dziecku, które nie potrafi jeszcze wypowiedzieć prawidłowo słów, a mówi się tak samo, jak ono – jak ma się nauczyć mówić poprawnie?

    • Bebe Talent

      No właśnie. Ja od początku mówię do swojej córki normalnie. Takie szczebiotanie nigdy mi nie wychodziło.

  • Swietny wpis i bardzo zyciowe rady! Przy okazji, jaka szansa dla dziecka, moc szybciej nauczyc sie poprawnego jezyka!

  • Oj jak mnei irytuje jak wszyscy wokol do dziecka mowia zmiekczajac i tworzac jezyk dzieciecy. A potem dzieciaki tez tak mowia i polowy sie nie rozumie. Albo ja kw kolko slsyze Oluś! Oluś chodź do mnie pupcię wytrzemy ręczniczkiem! To az chce mi sie smiac iplakac jednoczesnie. Dobrze ze jest taki wpis od Ciebie bo moze ludzie zmadrzeja.

    • Bebe Talent

      Słyszałam, że podobno w okolicach Krakowa takie zmiękczanie jest na porządku dziennym. Nie sprawdzałam, ciekawe, czy to prawda.

      • Daleko mi do Krakowa ale wydaje mi sie ze tak jest wszedzie 😉 gdziekolwiek bylam to tak gadaja do dzieci.

  • ja tez starałam się nie zmieniać słów 🙂 I zwracałam uwage innym osobom gdy to robiły 🙂 myślę że to plus ciągłe ćwiczenie wymowy uchroniło nas od wizyt u logopedy

  • Sylwia Piątkiewicz

    Z moja jeszcze długo nie pogadam. Słaby rozmówca bo tylko pluje.

  • Aż się boję, co ze mnie za matka będzie, skoro ja nawet do swojego psa mówię: „a tio tio taki kochany? nio! moja nunusia? <3 hahaha! Wspomnę tylko, że moja psina nie ma na imię Nunusia, tylko Bunia, ale pewnie już ma rozdwojenie jaźni i w końcu nie wie, jak jej na imię 😀 Zresztą z mojego Fb wiesz, że ja raczej do macierzyństwa się nie śpieszę 😀

  • Aga Gomułka

    Bardzo dobry post 🙂

  • Adela J

    Oby więcej takich rozsądnych tekstów!

  • zawsze starałam się mowić do mojej córki normalnie, wiadomo czasem wpadły jakieś zdrobnienia, ale ogólnie uważałam na to . Natomiast dziadkowie w kwestii „pieszczenia się” i mówienia dziecięcym sepleniącym językiem sa niestety niereformowalni 🙁

    • Bebe Talent

      W pokoleniu naszych rodziców, to częste przypadki. Jeśli dziadkowie nie przebywają z małą bardzo często, to nie ma o co kruszyć kopii. Ale jeśli opiekują się nią na co dzień, to spróbuj z nimi pogadać.

  • janielka

    Jak słysze zdrobnienia typu marcheweczka, nóżeczka itp to aż mi się nóż w kieszeni otwiera. Potem takie dziecko pieści się do 10 roku zycia albo i dalej.

    • Bebe Talent

      Tego typu zdrobnienia, to pół biedy. Gorsze są potworki typu pściółka, róziowy…

      • janielka

        o to fakt. to tuz już jest koszmar.;)

  • Anita

    Świetny tekst <3

  • Fajnie, że o tym piszesz, bo wiele osób popełnia wymienione przez Ciebie błędy całkiem nieświadomych konsekwencji.

    • Bebe Talent

      Intencje zwykle są dobre. Chce się mowić z czułością i jakąś taką słodyczą. I wszystko byłoby ok, gdyby takie szczebiotanie nie miało złego wpływu na naukę mówienia maluchów. Ale niestety ma.

  • Aleksandra Załęska

    Bardzo ważny wpis! Codziennie walczę z dziadkami, żeby nie zmiękczali niepotrzebnie słów, mówiąc do Jasia. Już widzę, że ma problem z głoskami szeleszczącymi. Od zawsze mówiłam do niego normalnie, a nawet jeśli on wprowadzał swoje słówka, to mówiłam: „synku, to nie jest kopka, tylko piłka” itp. Jednak nie mogę (chyba nie chce 🙂 odzwyczaić go od nazywania dziadka – Dajo, to takie słodkie w jego w ustach 😀

  • Marta Żołnierowicz

    Dokładnie tak mówię do moich dzieciaczków 🙂 Normalnie 🙂 Chociaż kilka grzeszków językowych na swoim sumieniu mam 🙂 Ale kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień 😛 😛 Pozdrawiam!

    • Bebe Talent

      Każdy ma. Właściwie nie mam nawyku mówienia „po dziecinnemu”, a wczoraj stwierdziłam (co prawda w rozmowie nie z Bebe, tylko z jej tatą, ale to mnie nie usprawiedliwia), że mała wybrała szczotkę… róziową.

  • Ja mówię do synków normalnie, nie „dzidziusiuje”

  • Kulinarna Strona Mocy

    Nie do końca rozumiem dlaczego dziwi Cie zasłyszana w kawiarni rozmowa, dla mnie jest w porządku – tak właśnie dzieci poznają słowa i ich znaczenie. Rodząc się, nie znały żadnego, nawet słowo „mama” było tylko zlepkiem dzwięków. Jak mają je poznać, jeśli nie będziemy ich używać? Kto jest w stanie ocenić, które słowa są „już” dobre”, a które jeszcze nie? To my decydujemy, na jakim poziomie komunikujemy się z naszym dzieckiem. Pewnie, możemy wciąż używać tych słynnych stu najpopularniejszych słów, które są najbardziej eksploatowane przez większość Polaków (podobno), ale dlaczego niby mamy to robić? Bo nam się wydaje, że nasze dziecko na „poważniejsze” słowa jest jeszcze za małe? Nie jest – zapewniam Cię:)

    • Bebe Talent

      Oczywiście, im więcej słów dzieci słyszą, tym bogatsze staje się ich własne słownictwo. Dużo czytam mojej małej właśnie po to, żeby oswajała się z wyrazami, których nie słyszy w codziennych rozmowach. Natomiast mama z kawiarni przemawiała do dziecka, w dodatku stojąc nad skuloną na krześle dziewczynką. Słowa to jedno, ale ton, którym mówiła do córki był taki, że sama poczułbym się co najmniej nieswojo, coś jak pouczany pracownik.

      • Kulinarna Strona Mocy

        Teraz wszystko rozumiem:)

  • Sylwia Antkowicz

    Bardzo fajne porownanie z ta nauka języka. Uzmyslawia ze rzeczywiście dzieci dużo rozumieja ale nie potrafia jeszcze tego powiedzieć. Widzę to po mojej poltorej rocznej córce ktora wszystko rozumie, ale mówi ok 10slow. Za to pamietam jak kiedyś 2-latek w zlobku mnie zaszokowal bo po obiedzie powiedział (cytuje dokładnie) „dzisiaj nie udalo mi sie uzyskać efektu czystych rak”. Tak, 2-latek. Ale mama z nim dużo pracowala w domu

    • Bebe Talent

      No to maluch pojechał 😀 Wyobrażam sobie, jakie rozmowy przeprowadza z nim mama. Ale rzeczywiście, dzieci szybko zaczynają rozumieć, co do nich mówimy. A kiedy zaczynają odpowiadać, to czasem „szczęka opada”. Wczoraj mówię do mojej córki: Jak nie będziesz spać, to zaraz złapię Ci nogi, jak prosiaczkowi. Na co ona: pig oink oink 😀

  • Mój syn jest mało książkowy niestety. Wydaje mi się, że mówię po mamowemu, czasem coś przeinaczam, ale ja w ogóle, jak to mówi moja mama, mówię grypsem. I czasem się zastanawiam, czy przez to, że mówię do syna na tak wiele sposobów, nie utrudniam mu nauki mówienia. Skąd on ma wiedzieć, że herbata i herba to to samo :)? Wątpię w ogóle, czy w wieku 17mc on wie, jak ma na imię, bo od urodzenia nazywałam go pewnie na 100 sposobów 🙂

    • Bebe Talent

      Ja też nazywam Bebe na wiele różnych sposobów, a ona doskonale wie, jak ma na imię. Tzn. kiedy miała kilka miesięcy stwierdziła, że jest Bebe i tego się trzyma. Nawet jeśli nazywamy ją jej prawdziwym imieniem, to nas poprawia. Bebe i już 🙂

  • Wskazówki idealne dla mnie 🙂 całkiem niedługo czeka mnie nauka mówienia. Nie znoszę szczebiotania do dzieci i zmiękczania słów, myślę więc że nie będzie z nami problemu 🙂 Ciekawe tylko jak to będzie z podchodzącymi do małej „ciotkami”…

    • Bebe Talent

      Jeśli ciotki nie spędzają z małą wiele czasu, to nie ma się czym martwić. Gorzej jeśli to stała opieka.

  • Nie mam jeszcze swoich maluszków, ale wpis ten będzie niewątpliwie przydatny dla młodych rodziców. 😉

    • Bebe Talent

      Jak już maluszki się pojawią, to najważniejsze, żeby do nich nie szczebiotać 🙂

  • Danuta Brzezińska

    Kolejny fajny wpis, mnie strasznie ponosiło jak do dziecka się ciećkali.

    • Bebe Talent

      Zauważyłam, że są dwie tendencje. Albo mówi się do dziecka niemiłosiernie przeinaczając słowa, albo przemawia jak do przeintelektualizowanego trzydziestoletniego kolegi z pracy. A najlepiej jest po prostu mówić normalnie, bez kombinowania.

      • Danuta Brzezińska

        No właśnie, wszędzie potrzeba równowagi, nawet w uczeniu mówienia dzieci. Być sobą po prostu.

  • Przypomniało mi się jakie było moje zdziwienie gdy poszłam do zerówki i wszyscy na flakon (taką nazwą posługiwałam się do tej pory) mówili wazon 🙂 Akurat był omawiany jakiś obrazek. Czym jest ten wazon… ale w końcu poukładałam sobie wszystko w głowie i już wiedziałam 🙂 U mnie w domu tak się mówiło. Jak trudno muszą mieć dzieci, które mają bardzo duży zasób słów nietypowych…

    • Bebe Talent

      Ciekawe są też regionalizmy. Pochodzę z Podkarpacia, gdzie wszyscy, wychodząc na zewnątrz, mówią, że idą na pole.

  • To jak rozmawiamy z dzieckiem jest bardzo ważne. Nie same słowa są ważne, ale również ton jakimi je wypowiadamy.

    • Bebe Talent

      To prawda. I trzeba bardzo uważać, co mówimy. Plotkujemy sobie beztrosko o sąsiadach, po czym szkrab na placu zabaw oznajmi wszystkim: a tata powiedział, że pan Piotr jest głupi 😉

  • Zawsze staraliśmy się mówić w naturalny sposób do dziecka, bez zmiękczania czy eliminowania trudnych słów, czasem odruchowo wypowiadaliśmy inne znaczenia tych trudniejszych słów, albo objaśnialiśmy znaczenie zwrotów, dzieciaki szybko nasiąkały nowymi słowami. 🙂
    Bookendorfina

  • Nauka mówienia to niesamowita przygoda nie tylko dla dziecka, ale też dla rodzica. Usłyszeć z ust dwulatka „Mamo, ale jesteś dziś elegancka”-bezcenne 🙂 Jak najbardziej popieram częste rozmowy z dziećmi od pierwszych chwil życia. Uważam, że nie ma dla dziecka lepszego nauczyciela mowy niż jego własny rodzic, a dla rodzica nie ma lepszego rozmówcy niż jego własne dziecko.Pozdrawiam 😉

    • Bebe Talent

      Cudne. Słodki, szczery komplement od małego mężczyzny. ❤️