Odpoczynek na wakacjach z dwulatką? Jak najbardziej – drugi tydzień

dyskusja 80 komentarzy

Po niezwykle bogatym w atrakcje tygodniu w Jastrzębiej Górze zdecydowaliśmy się na zmianę miejscówki. Nie, żeby nam się nie podobało – wręcz przeciwnie. Skorzystaliśmy z całej gamy atrakcji, oferowanej przez Hotel Astor. Nasza energiczna córeczka również nie narzekała na brak zajęć, o czym mogłyście przeczytać w naszych wspomnieniach z pierwszego tygodnia letniego odpoczynku.
Zamarzyliśmy po prostu a tym, aby przypomnieć sobie klimat naszych własnych wakacji sprzed lat. I tak wylądowaliśmy w „Domkach pod lasem” w Rusinowie w województwie zachodniopomorskim.

Nowy plac zabaw, nowa historia

Wakacje w RusinowieNaturalnie domki wyglądają obecnie zupełnie inaczej niż wtedy. Są komfortowe, wyposażone we wszelkie niezbędne sprzęty kuchenne, wygodną łazienkę, telewizor z kablówką. Ten nasz, oprócz pokoju dziennego, miał także dwie sypialnie. A czego nie było? Animatorów i sal zabaw dla dzieci oczywiście. Choć muszę przyznać, że właściciele posesji zadbali o najmłodszych gości, jak należy. Na sporej działce na maluchy czekało to, co tygrysiątka lubią najbardziej – wielka trampolina, huśtawki, piaskownica, zjeżdżalnie, kilka samochodzików rodem z bajki o Flintstonach – takich, wiecie, z nożnym napędem. Starsi mogli pograć w siatkówkę czy piłkę nożną. Warunek dobrej zabawy był jeden – pogoda, a z tą, jak jest nad Bałtykiem, każdy widzi.

Absolutnie czarodziejski las

Bebe była zachwycona nowym placem zabaw. Za nic w świecie nie chciała opuścić tego miejsca, ale nie miała Wakacje w Rusinowiewyjścia – chcieliśmy zobaczyć plażę. Mieliśmy do niej, jak informowali właściciele domków, około 700 metrów. W porównaniu z ofertami „tylko 50 metrów do morza” można pomyśleć, że to daleko, ale droga prowadziła przez jeden z najpiękniejszych lasów, jakie w życiu widziałam. Był tak niezwykle urokliwy, że co chwilę przystawałam, żeby robić zdjęcia. A na końcu drogi crème de la crème – fantastyczna, szeroka, na wpół dzika plaża. Bez tabunów turystów, pstrokacizny parawanów. Nikt nie zajmował najlepszych miejsc o świcie, można było przyjść o godzinie 13 i rozłożyć się nad samym brzegiem morza. Prawdziwa bajka. Trafiliśmy do przepięknego miejsca, gdzie natura była na wyciągnięcie ręki. Nie znaleźliśmy tam nadmorskich „kolorowych jarmarków”, wypełnionych chińską tandetą. Pod tym względem Rusinowo jest wioską całkowicie nieodkrytą.

Mała globtroterka

A skoro spacerach mowa – zdecydowaliśmy, że nie zabieramy wózka. Mieliśmy w związku z tym spore obawy, ale bagażnik niestety nie jest z gumy, a wyjazd z maluchem, tak czy inaczej, oznacza spory bagaż. Z czegoś trzeba było zrezygnować – u nas trafiło na wózek. Początkowo myślałam, że będziemy tego żałować. Przez pierwsze dni w Jastrzębiej Górze Bebe po przejściu niezbyt długiego odcinka dawała do zrozumienia, że chce, aby wziąć ją na ręce. Na szczęście akurat jest na etapie „mama nie. Bebe siama” i uparła się, że po schodach prowadzących z plaży do hotelu wejdzie bez niczyjej pomocy. A że Jastrzębia zachwyca wysokimi klifami – tych schodów było ponad 150. Po tygodniu wspinaczek zyskała taką formę, że dojście z domków na plażę nie stanowiło dla niej najmniejszego problemu. Radośnie maszerowała przez las, zbierając patyki i szyszki, a z wydmy do morza zbiegała jak szalona. Możecie mi wierzyć, te małe nóżki zrobiły naprawdę wiele kilometrów, ponieważ zwiedziliśmy całą okolicę oraz kilka sąsiednich miejscowości. Naprawdę byliśmy dumni z naszej małej córeczki.

Moc sportu i innych atrakcji

Wakacje w RusinowieTen tydzień również obfitował w różne sportowe próby – tym razem Bebe poznała badmintona (tak, jasne, że nie jest to jeszcze gra odpowiednia dla możliwości dwulatki, ale przynajmniej zobaczyła „z czym to się je”) oraz piłkę nożną. Do tej pory raczej chwytała piłki w rączki i rzucała przed siebie. W Rusinowie zaczęła biegać, prowadząc przed sobą futbolówkę, jak rasowa piłkarka. Kiedy po raz pierwszy to zobaczyłam, stanęłam, jak wryta.
Na szczęście pogoda nadal była naszym sprzymierzeńcem, dzięki temu Bebe zaliczyła przejażdżkę turystycznym pociągiem oraz mini zoo. Nie tylko zobaczyła różne zwierzęta, między innymi świnki wietnamskie, kozy, nutrie, króliki, świnki morskie, a nawet szopa pracza, ale mogła również je nakarmić, co sprawiło jej wiele radości.

Gadu, gadu

Wakacje zgotowały nam jeszcze jedną niespodziankę. Bebe zrobiła niesamowity wręcz postęp w mówieniu. Już przed wyjazdem wypowiadała wiele wyrazów, ale mnóstwo otaczających ją bodźców sprawiło, że jej słownictwo ogromnie się wzbogaciło. I mam na myśli nie tylko oczywiste dla miejsca odpoczynku słowa, jak morze, plaża, czy statek. Przed wyjazdem mówiła do nas mamo i tato. Na wakacjach zostaliśmy mamusią i tatusiem. Do mnie dodatkowo zaczęła zwracać się po imieniu. Oczywiście można powiedzieć, że jest to normalny etap rozwoju – w jej wieku dzieci po prostu coraz lepiej radzą sobie z mówieniem. Być może ten sam efekt osiągnęłaby nie ruszając się z domu. To wszystko prawda, niemniej jednak postęp miał miejsce na wakacjach. Jestem przekonana, że to, co przeżyła podczas tych dwóch tygodni, miało na nią znaczący wpływ.

Odpoczynek na wakacjach z dwulatką

Mimo wszelkich obaw muszę Wam powiedzieć, że były to wspaniałe wakacje. Nie tylko dla małej – również dla Wakacje w Rusinowienas. Przed wyjazdem znajomi prorokowali, że wrócimy jeszcze bardziej zmęczeni. O tym, że naprawdę odpoczęliśmy najlepiej świadczy fakt, że po dwóch tygodniach poczuliśmy, że już chcemy wracać. Było wspaniale, ale czas jechać do domu.

Który tydzień był lepszy? Naprawdę ciężko mi zdecydować, ponieważ każdy był inny, obfitował w różne atrakcje, ale przyniósł same pozytywne emocje i wrażenia. Przyznaję jednak, że bardzo się cieszę, że udała nam się pogoda. Trudno powiedzieć, jak czulibyśmy się, siedząc w drewnianym domku, gdyby przez całe dnie padał deszcz. Pewnie wtedy o relaks nie byłoby tak łatwo, zgodnie ze słowami piosenki „W czasie deszczu dzieci się nudzą”.

Spodobał Ci się ten post? Uważasz, że przyda się Twoim znajomym? Będzie mi bardzo miło, jeśli:
go udostępnisz,
zostawisz komentarz,
dołączysz do naszego fanpage’a, gdzie publikujemy ciekawe treści, których nie znajdziesz na blogu,
dołączysz do nas na Instagramie

Bebe Talent NEWSLETTER

Zapisz się i pobierz bezpłatnie e-book "CZY MASZ W DOMU MŁODEGO EINSTEINA czyli po czym poznać uzdolnione dziecko"

Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych powyżej danych w celu otrzymywania newslettera.

Twoje dane są u mnie bezpieczne.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Bebe Talent NEWSLETTER

Zapisz się i pobierz bezpłatnie e-book "CZY MASZ W DOMU MŁODEGO EINSTEINA czyli po czym poznać uzdolnione dziecko"

Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanych powyżej danych w celu otrzymywania newslettera.

Twoje dane są u mnie bezpieczne.

Follow Monika:

Bebetalent.pl nie jest typowym blogiem parentingowym. Powstał z misji znalezienia odpowiedzi na pytanie, jak pomóc dziecku rozwinąć pełnię potencjału i odnaleźć pasję, która poprowadzi je przez życie.