Czy jest przepis na szczęście? Tak i znają go Duńczycy

dyskusja 16 komentarzy

Znasz kino skandynawskie? Jeśli zdarzyło Ci się kiedyś oglądać wytwór duńskiej kinematografii, to wiesz doskonale, że w większości filmów pokazywane są poważne problemy, czy wręcz prawdziwe tragedie. Nie doczekasz się cukierkowego zakończenia z gatunku „żyli długo i szczęśliwie”. A mimo wszystko takie treści nie powodują u duńskich widzów nastrojów depresyjnych. Bynajmniej. Wzbudzają w nich wdzięczność za ich własne spokojne życie i szczęśliwą rodzinę. Paradoksalnie hollywoodzkie produkcje, z jakże częstym Happy Endem, nie wpływają pozytywnie na codzienność Amerykanów, którzy z każdym rokiem stosują coraz więcej antydepresantów.

Dania, począwszy od 1973, niemal co roku ogłaszana jest przez OECD (Organizację Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) krajem, którego mieszkańcy są najszczęśliwszymi ludźmi na świecie. Duńczycy plasują się również w czołówce rankingu „World Happiness Report” publikowanego przez Organizację Narodów Zjednoczonych.

W czym tkwi sekret? Co pozwala Duńczykom zachować pogodę ducha?

Okładka książki Duński przepis na szczęścieDuńczycy już od najmłodszych lat uczą się konfrontować z prawdziwymi emocjami. Pozwalają sobie na autentyczność, kierują się w stronę własnego wnętrza, ich celem nie jest spełnianie zewnętrznych oczekiwań. Czujesz smutek? To go przeżyj, dopuść do siebie, nie uśmiechaj się na siłę, kiedy do oczu napływają Ci łzy – to dewiza, jaką kierują się w życiu i tak też wychowują swoje dzieci.

Choć jak wspomina Jessica Alexander, sami Duńczycy nie zdają sobie z tego sprawy, ich model wychowania dzieci znacząco różni się od tego, jakiego w swoim rodzinnym domu doświadczyła amerykańska autorka książki. Okazuje się, że to wpajane najmłodszym Duńczykom wzorce myślenia i zachowania sprawiają, że od wielu lat naród ten okupuje szczyt rankingu najszczęśliwszych ludzi na świecie.

Nikt nie jest urodzonym mistrzem

Pochwały koncentrują się na zadaniu, a nie na wyjątkowości dziecka samej w sobie. Pomaga mu to skupić się na wykonywanej pracy oraz uczy pokory. Wyrabia się w dziecku poczucie, że to dzięki wytężonej pracy może mistrzowsko opanować jakaś umiejętność, niż że jest urodzonym mistrzem. Badania potwierdzają, że takie podejście wychowawcze sprzyja kształtowaniu wewnętrznej siły i odporności. Mówienie dzieciom, jak bardzo są wspaniałe, mądre i błyskotliwe nastawia je na trwałość, niezmienność okoliczności. Chwalenie dzieci za wysiłek nakierowuje je zaś na rozwój. Łatwiej jest im radzić sobie z wyzwaniami i przeciwnościami losu.

Szkoła realistycznego optymizmu Chłopcy bawiący się w kałuży

W duńskim pozytywnym spojrzeniu na świat kluczem jest umiejętność przeramowania, czyli postrzeganie rzeczywistości w jak najjaśniejszych barwach. Nie chodzi tutaj o bycie optymistą na siłę, udawanie, że nosi się różowe okulary nawet wtedy, kiedy chciałoby się położyć do łóżka i nakryć kołdrą aż po same uszy. Przeramowanie polega na tym, by to, co nieprzyjemne, ukazywać w lepszym świetle. Nie dzielić zdarzeń na czarne i białe, lecz dostrzegać całą paletę szarości. Sposób, w jaki patrzymy na życie odpowiada za to, jak się czujemy. Duńczycy po prostu wolą czuć się lepiej. Sztukę przeramowania wpajają swoim dzieciom, stając się mistrzami tej metody, co jak wykazały badania, daje podwaliny pod dużą odporność psychiczną i lepsze radzenie sobie ze stresem.

Jeśli zapytamy Duńczyka, co sądzi o pogodzie, kiedy na dworze jest mroźno, szaro i pada deszcz, odpowie machinalnie: „No cóż, dobrze, że jestem w pracy!” albo „Cieszę się, że nie jestem na wakacjach”, „Nie mogę się już doczekać naszego rodzinnego wieczoru w przytulnej atmosferze, „Nie ma czegoś takiego jak zła pogoda, może być tylko złe ubranie”. Konia z rzędem temu, kto skłoni Duńczyka do narzekania. Zawsze znajdzie sposób, by spojrzeć na świat bardziej pozytywnie. Nie jest to pozytywne myślenie lansowane w amerykańskich poradnikach. Duńczycy to realistyczni optymiści.

Dziecięcego planu dnia nie mogą wypełniać tylko obowiązki. Niby oczywiste, ale…

Nic w tym dziwnego, że każdy rodzic chce dla swoich latorośli jak najlepiej. Ledwie maluch pojawi się na świecie, kombinujemy, jak pomóc mu, aby świetnie radził sobie w przedszkolu, potem w szkole, planujemy mu studia. Wszystko to ma ułatwić dziecku start w dorosłe życie, być o kilka kroków przed rówieśnikami, lepiej odnaleźć się na rynku pracy. Tylko, że nasze starania mogą przynieść efekt odwrotny do zamierzonego. Dla malca radosna zabawa jest pracą, rozwija jego kreatywność, spostrzegawczość, zdolność logicznego myślenia i wiele innych umiejętności, które bardziej przełożą się na jego późniejszy życiowy sukces, niż organizowane przez rodziców zajęcia, które często nijak mają się do jego własnych zainteresowań. Okładka książki Duński przepis na szczęście

Rodzina to jest siła

At hygge sig albo hygge (wym. huga) to określenie odzwierciedlające duński styl życia. Dosłownie znaczy „miło pobyć razem”. Duńczycy chętnie spędzają czas w rodzinnym gronie, starając się, by wszyscy uczestnicy spotkania czuli się jak najlepiej. I mówiąc o rodzinie, nie mają na myśli wyłącznie rodziców z dziećmi, lecz także babcie, dziadków, ciocie, wujków, kuzynów. Im więcej osób, tym weselej.

Czy umiejętność wspólnego spędzania czasu jest jednym z powodów, dla którego Duńczycy zostali okrzyknięci najszczęśliwszymi ludźmi na świecie? Odpowiedź brzmi: Absolutnie tak! Z badań wynika, iż na czele czynników rokujących dobrostan i szczęście plasuje się czas mądrze spędzony z przyjaciółmi i rodziną. Współczesny świat nie zawsze nam na to pozwala, lecz w duńskim stylu życia miłe bycie razem – hygge – jest nieodłącznym elementem codzienności.

Jeśli ciągle nie zachęciłam Cię do przeczytania tej książki, to dodam, że znajdziesz w niej jeszcze kilka innych wskazówek, co możesz zrobić, by wypróbować duński przepis na szczęście w swojej rodzinie. Mówisz, że Wasze relacje są bez zarzutu? Gratuluję! Potraktuj więc te rady jako ciekawostkę i okazję do wspólnej zabawy, choćby w przeramowanie.

Podczas gdy Duńczycy regularnie zdobywają szczyty rankingów na najszczęśliwszy naród na świecie, listę najczęściej kupowanych leków u USA otwiera valium. To co wybierasz, duński sposób na szczęście, czy American Dream?

Na koniec dodam jeszcze cytat z książki mówiący o tym, o czym zdarza nam się zapominać:
Pamiętaj, to nie dziecko jest złe. Złe może być to, co robi. Musisz być konsekwentny jako rodzic, ale nie musisz wychowywać żołnierza.

 

Spodobał Ci się ten post? Uważasz, że przyda się Twoim znajomym? Będzie mi bardzo miło, jeśli:
go udostępnisz,
zostawisz komentarz,
dołączysz do mojego fanpage’a, gdzie publikuję ciekawe treści, których nie znajdziesz na blogu,
dołączysz do mnie na Instagramie

Zapisz

Zapisz

Follow Monika:

Bebetalent.pl nie jest typowym blogiem parentingowym. Powstał z misji znalezienia odpowiedzi na pytanie, jak pomóc dziecku rozwinąć pełnię potencjału i odnaleźć pasję, która poprowadzi je przez życie.

  • Nie lubię takiego uogólniania dotyczącego przepisu na szczęście. Czasem coś działa, a czasem nie. Ale zdecydowanie jestem zwolenniczką doceniania drobiazgów i cieszenia się chwilą – to moje małe radości.

  • Faktycznie fajna książka, miałam przyjemność ją przeczytać. Osobiście nie traktuję jej jako wyznacznika bycia szczęśliwym ale staram się wybrać pewne drobiazgi, które mogą w naszych realiach odnieść sukces.

  • Myślę, że nie tylko Duńczycy mają swój przepis na szczęście. U nas wystarczyłoby mniej pesymizmu, aby świat nabrał wiecej barw.

  • Czytałam książkę o Danii, lecz była ona napisana z perspektywy Anigielki, która tam zamieszkała. Opisała ona rok miesiąc po miesiącu i kolejne elementy składające się na duńskie szczęście.

  • nieprzyzwoitka

    ojej 😀

  • nieprzyzwoitka

    nie mów proszę, że dla niedzieciatych nie ma ratunku 😉

  • nieprzyzwoitka

    Mam wrażenie, że na naszym rodzimym poletku, ten styl wychowywania i życia już powoli zaczyna się pojawiać. Bardzo mnie to cieszy, że przynajmniej moje pokolenie, przełamuje schemat wiecznego narzekania. Z chęcią przeczytam tę książkę, jestem ciekawa czego jeszcze mogłabym się dowiedzieć i co jeszcze mogłabym ulepszyć w swoim życiu. Myślę, że największym szczęściem jest spokój ducha, i wiem, że taki stan rzeczy można wypracować, jeśli ktoś się z nim nie urodził 🙂

  • Gosia

    Zdecydowanie jestem w stanie sgodzić się z tymi stwierdzeniami my zawsze szukamy drugiedo dnia i nie umiemy się cieszyć tym co mamy.

    • Bebe Talent

      I doceniamy najczęściej, kiedy stracimy.

  • Chyba sięgnę po tą książkę i inne z serii hygge i wgłębię się w temat. W Polsce narzekanie to sport narodowy… A swoją drogą a propos filmów, kiedyś z moim partnerem i jego mamą chcieliśmy obejrzeć jakiś film i wynalazłam film opisywany jako „duńska komedia”. OMG… po 25 minutach byliśmy w szoku i mało nie popełniliśmy zbiorowego samobójstwa 😉 – były tam nowotwory, umieranie, szpitale, depresje. Wyłączyliśmy. Do dziś się ze mnie śmieją, że nie ma to jak wieczorek komediowy urządzony przeze mnie 😉

  • Duńczycy są specyficzni i mam wrażenie, że są naszą przeciwnością, bo my zbyt często narzekamy, a i w wielu przypadkach nie potrafimy mówić prawdy w oczy. 😉

    • Bebe Talent

      Dlatego nas na czele rankingów szczęśliwości nie uświadczysz 😉

  • Taki sposób wychowania do mnie przemawia. Kiedyś czytałam, że to dzieci w Hiszpanii są tymi najbardziej szczęśliwymi, ale podobno to dlatego, że na dużo się im tu pozwala 🙂

    • Bebe Talent

      Do mnie najbardziej przemawia realistyczny optymizm. Miałam to szczęście, że mama wychowywała mnie w ten sposób. Powtarzała, że nawet z najgorszej sytuacji zawsze można znaleźć wyjście.

  • Chociaż czytałam jedną z książek o hygge, to nie przypatrywałam jej się wnikliwie. Chociażby na podejście do wychowania dzieci. Bardzo mądre podejście i jednak inne niż nasze. Bynajmniej w większości rodzin.

    • Bebe Talent

      Ja żałuję, że nasz obecny styl życia, konieczność wyjazdów za pracą rozdzieliły rodziny. Rzadko można spotkać duże, wielopokoleniowe rodziny mieszkające w sąsiedztwie. Kontakt dzieci z babciami, dziadkami i innymi krewnymi jest nie do przecenienia. I nie chodzi tylko o możliwość oddania malucha babci pod opiekę. Kto inny rozpieszcza lepiej niż babcia? 🙂